Progames
img_0
Americas ArmyBattlefield 2Battlefield 2142Call of DutyCall of Duty 2Call of Duty 4Counter Strike 1.5Counter Strike 1.6Counter Strike SourceEnemy TeritoryEnemy Territory: Quake WarseSportFifaHardwareNeed for Speed: Pro StreetOFFPro Evolution SoccerProGamesQuake IIIQuake IVQuake LiveSoftwareSoldatStarcraft
Wyczysc filtr
Rok 2009 był dla polskiego e-sportu bardzo kiepski. Kryzys ekonomiczny, który zawładnął całym światem dotknął również i sport elektronicznych - może nawet bardziej niż inne gałęzi rynku gier. Wszystko za sprawą roli jaką odgrywa progaming na co dzień – jest ciągle innowacyjną, nośną powierzchnią reklamową. Jako, że w kryzysie na reklamę pieniędzy szło mniej, budżety organizacji również się kurczyły. Tym sposobem KODE5 padło, EPS #2 padło, ESWC padło – co ciekawe, do dziś żaden z tych eventów się nie podniósł.

Początek 2010 roku zapowiadał się całkiem nieźle. Wielu ludzi wypowiadało się nawet, że jest on swoistym „odbiciem się od dna” dzięki czemu o e-sporcie będzie jeszcze głośniej niż w latach przedkryzysowych. Powstało Guns Are Drawn, All Games League, zapowiedziano ESWC Polska i kilka mniejszych tworów typu Allplay czy TeamPlay.pl. Jak się później okazało rzeczywistość zweryfikowała te marzenia o drugiej Korei. Ale czy jest naprawdę aż tak źle?

Dzisiaj po powrocie z pracy zasiadłszy przed komputerem niezwłocznie wszedłem na stronę organizacji Universal Soldiers mając nadzieję ujrzeć nowy odcinek Szach Matu. Moje nadzieje nie okazały się złudne i zgodnie z zapowiedzią drugi (pierwszy?) odcinek programu prowadzonego przez JoeBlacka widniał już online. Kuba podobnie jak ostatnio opowiadał o wszystkim i o niczym, zgodnie z założeniami totalnie spontanicznego programu. Dowiedziałem się więc między innymi, że rok 2010 jest złym, niedobrym i „be” rokiem dla polskiej sceny e-sportowej. Opinia jak opinia – każdy ma prawo ją mieć. Skorzystam więc z tego prawa i ja.

Otóż moim zdaniem obecny rok wcale nie jest aż taki słaby dla nas, e-sportowców. Nie ważne – menadżerów, redaktorów, graczy. Ważne, że coś się dzieje i widać to na każdym kroku. JB mówi o stagnacji na scenie. Brak serwisów, lenistwo organizacji, brak lanów, brak zajawki.

Zacznijmy od początku. Brak serwisów. Joe tłumaczy, że na polu bitwy pozostał już tylko Cybersport.pl, który ma się dobrze, a poza tym nie ma ani jednego dobrze prosperującego portalu. Po części się z tym zgadzam – eSports.pl upadło, serwis PGS upadł co sprawiło, że ze starej gwardii funkcjonuje faktycznie jeszcze tylko Cybersport. Jednak równolegle powstaje i działa wiele innych serwisów, mniejszych ale mających równie dużą zajawkę (tak, zajawkę!) na esport co redaktorzy kilka lat temu. W tym roku powstało przecież chociażby cybercenter.pl, które urwało potężną liczbę czytelników eSports.pl, do życia pełną parą wrócił portal frag-executors.com, gdzie pieczę nad redakcją najpierw piastował Guandi, a teraz Lecho, co samo przez siebie świadczy o poważnym podejściu twórców. Poza tym od kilku lat nieprzerwanie istnieją takie serwisy jak espmania (netgaming), która regularnie dostarcza swoim czytelnikom masę ciekawych informacji czy działające od lat, z mniejszym lub większym skutkiem ale wciąż nieprzerwanie nSports.pl.

Wspomniałbym o ProGames.pl ale z tego co się orientuję JoeBlack nie potrafi nawet poprawnie wymówić nazwy naszego portalu (ProGames, a nie ProGameRs! ;)). Nie spodziewam się więc po nim docenienia naszej pracy włożonej w serwis.

Autor Szach Mat narzeka również na brak konkretnych działań ze strony różnych organizacji. Ale czy w tym temacie rok 2010 różni się jakoś znacznie od lat poprzednich? Czy stojąca zawsze na drugim planie BenQDelta grając dziś drugie skrzypce nie jest tą samą Deltą co zawsze? Czy nudne – tak po prostu nudne Fear Factory różni się czymś od nudnego FF sprzed roku? Chyba nie. Czy Ethan tchnął choć szczyptę życia w umierające od kilkunastu miesięcy D-Link PGS? Na pewno nie.

Zdaję sobie sprawę z tego, że menadżerowie Universal Soldiers przodują dziś w prowadzeniu klubu e-sportowego. Masa różnych projektów - od szkoły CS'a, przez akcje typu „zagraj z zawodnikami US” do „zadaj pytanie zawodnikowi US” sprawiają, że chłopakom naprawdę należy się szacunek. Generuje to niemałe zainteresowanie organizacją dzięki czemu wokół niej wytworzyła się spora grupa fanów. Jednak skoro inni robią mniej nie znaczy, że nie robią nic.

Do dobrze prosperujących organizacji na pewno możemy zaliczyć również BVG by GIGABYTE i choć w4rLike pewnie by się ze mną kłócił to Nor4d jest człowiekiem, który potrafi zadbać o drużynę. Przynajmniej w kwestiach finansowych, gorzej u „laleczek” zawsze było ze stroną marketingową ale z tego co widać radzą sobie co raz lepiej. Bardzo dobrze radzi sobie przecież Frag eXecutors, które przyjęło w swoje szeregi przecież złotą czwórkę i – jak się wydaje – potrafi ją utrzymać.

Co do lanów to Jakub ma całkowitą rację. Wyszła klapa z ESWC, nie wiadomo nic na temat KODE5, organizacją WCG zajmują się jakieś „nołnejmy” (ok wiem, że robili już kiedyś WCG ale Cybersport to zawsze pewniejsza marka). Podobnie było jednak w roku ubiegłym, może nawet gorzej bo ESWC nie odbyło się nawet w internecie. Mamy za to kilka ciekawych mniejszych turniejów, które też warto dostrzec – EGU czy ostatnio KHAOTIC LAN.

Zajawka zawsze w e-sporcie była, jest i będzie. Jeśli ktoś chce być redaktorem to nim zostaje, ludzie wciąż zgłaszają się do nas aby współtworzyć ProGames. Jeśli ktoś chce być menadżerem to nim zostaje – widać to chociażby po drugoligowych (nikogo nie obrażając) zespołach gdzie każdy może zgłosić się i spróbować swoich sił w tworzeniu organizacji. Jeśli ktoś chce zostać graczem... tutaj wystarczy wejść na serwer ;).

Ten tekst w żaden sposób nie atakuje JoeBlacka i myślę, że nawet najwięksi intryganci tego w ten sposób nie zrozumieją. Jako redaktor (podrzędny ale wciąż z ZAJAWKĄ) mam prawo wyrażania własnego zdania, nawet jeśli nie jest ono zgodne ze zdaniem rekina. A Wy co sądzicie – czy rok 2010 jest aż tak słaby?

Źródło:

Prima Aprilis to głęboko zakorzeniony w tradycji, obchodzony w wielu krajach (pod różnymi nazwami) dzień, w którym ludzie zwykli robić sobie żarty, wkręcać się nawzajem i wymyślnie oszukiwać. Oczywiście następnego dnia wszystko wraca do normy, a wszystkie kłamstwa i kłamstewka wyciąga się na wierzch wprawiając wkręconą osobę we wstyd. Jak w tym roku e-sportowy światek obchodził prima aprilis? Co ciekawego wymyślono aby skutecznie nabrać e-sportowców na całym świecie?

Chris wraca do aktywnej gry?

Redakcja portalu nsport.pl przywróciła byłego gracza D-Link PGS, mistrza i vicemistrza Europy w Need For Speed, Krzysztofa "Chris" Sojkę do gry! Przypomnijmy, że Krzysztof kilka tygodni temu ogłosił zakończenie swojej kariery wirtualnego rajdowca czego powodem był brak czasu na przygotowania do turniejów.

Czytelnicy nsports poinformowani zostali o dołączeniu Chrisa do organizacji SAYCOM gamer gdzie występuje już inny znany zawodnik, Michał "MAJKEL" Kotkiewicz tworzący jednoosobową dywizję NFS. Co ciekawe o tym wszystkim miał poinformować fanów osobiście Sojka na swoim blogu internetowym.

Całość oczywiście okazała się prima aprilisowym żartem. Ani Chris nie powraca, ani sekcja SAYCOM.NFS się nie powiększy. Co więcej wspomniany blog, nawet nie istnieje.

ESWC Polska i LUq wraca do Fx

Ciekawy pomysł przedstawił serwis espmania.pl. Polegał on na przedstawieniu dwóch nieprawdziwych wiadomości dla uwiarygodnienia tej pierwszej. Dzięki temu wielu ludzi naprawdę nabrało się na informację o ogłoszeniu polskich eliminacji do Electronic Sports World Cup. Co więcej autor newsa pokusił sie o wyjawienie miejsca i daty imprezy (Klub Stodoła, 11-13 czerwca). W rzeczywistości przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać na prawdziwe info dotyczące ESWC ale fakt wykorzystania gorącej atmosfery wokół tego tematu jest godny pochwały.

Również 1 kwietnia mogliśmy na espmanii przeczytać o możliwym powrocie Łukasza "LUq" Wnęka do drużyny Frag eXecutors. Wszystko zależeć miało od wyniku złotej piątki podczas zawodów The Gathering. Jeśli nie będzie to pierwsze miejsce, Jarosławowi “Pasha” Jarząbkowskiemu przyjdzie się pożegnać z ekipą na rzecz LUqa. Całość to oczywiście żart - LUq nie wraca do Fx, a pasha - przynajmniej na razie - nie musi bać się o swoją posadkę.

Wilda powraca ze składem CoD4!

Od połączenia organizacji Wilda D-Link z PGS Gaming minęło już przeszło dwa lata. Od tamtej pory nowy twór, D-Link PGS żyje swoim życiem, natomiast sama Wilda poszła w przeszłość. Jak jednak 1 kwietnia poinformował portal Cybercenter.pl popularna niegdyś ekipa braci Lukas powraca! Tym razem z sekcją Call of Duty 4.

Drużynę tworzyć miał między innymi Jakub "B33MN” Grotowski, Marcin "doomciak” Jesiotr czy Mariusz "cOw.” Matyjas. Niestety czytelnicy CC w znakomitej większości szybko zorientowali się, iż jest to nic więcej niż prima aprilisowy dowcip. Pomysł z przywróceniem do życia Wildy jest jednak bardzo ciekawy, tym bardziej, że od jakiegoś czasu krążyły plotki na temat zrezygnowania przez Tomasza "Ethana" Lukasa z nazwy PGS i powrotu do starej, dobrej Wildy.

Kroplówka dla graczy od Razera? Czemu nie!

Wiodący producent sprzętu dla graczy, Razer w tym roku pokusił się o naprawdę ciekawy dowcip! Otóż 1 kwietnia przedstawiono nowy produkt skierowano dla profesjonalnych zawodników o tajemniczej nazwie "venom". Ludzie od razera zaprezentowali go jako specjalną kroplówkę dla graczy, która pozwoli im dłużej przesiadywać przed monitorem bez jedzenia, picia i ruchu!

Korzystając z venoma do naszej krwi dostaje się zielona substancja dostarczająca naszemu organizmowi najważniejsze składniki. Dzięki temu bez snu możemy wytrzymać przy komputerze nawet 150 godzin bez przerwy! Raj dla nolife'ów jednak niestety tylko prima aprilisowy żart.

ProGames.pl uzależnia!

Redakcja ProGames.pl podobnie jak konkurencyjne serwisy również postarała się o małą intrygę w pierwszym dniu kwietnia. Nasz żart przygotowywaliśmy na długo przed dniem prima aprilis. Od kilku tygodni na progames mogliście zaobserwować w różnych miejscach informacje ostrzegające przed uzależnieniem wynikającym z przeglądania portalu. Znaki ostrzegawcze pojawiły się m.in. na logo, przy większych tekstach czy w grafikach wprowadzając lekki zamęt i dezorientację wśród użytkowników.

Ostrzeżenia te stanowiły jednak tylko preludium tego co miało nastąpić 1 kwietnia. Dostęp do ProGames.pl został zablokowany, a każdy żądny e-sportowej wiedzy czytelnik musiał zadeklarować swoją pełnoletność. Poniżej pojawiło się wytłumaczenie zaistniałej sytuacji, czyli rozporządzenie minister Pracy i Polityki Socjalnej, Jolanty Fedak podyktowane agresją jaką rzekomo wzbudzają gry wśród dzieci. Na dowcip - ku naszej uciesze - wiele osób się nabrało.

Prima Aprilis to świetna odskocznia od codziennej monotonii. Zabawne jest czytanie newsów, które już po samym tytule zalatują dowcipem, a możliwość wkręcania choćby kilku nieświadomych niczego osób - bezcenne! Kolejny 1 kwietnia już za rok!

Źródło:
News by Wooden | 15.10.2009 | 19:47
news_bar
Kiedy wkraczałem w świat e-sportu wierzyłem, że za kilka, kilkanaście lat rozwinie się do nieprawdopodobnych rozmiarów, a jego popularność dorówna tradycyjnym sportom. Było dla mnie oczywistym, że zawodnicy komputerowi będą mogli zarabiać jak prawdziwi sportowcy, a ludzka mentalność traktująca gaming jako zło pierwszej kategorii przestanie być naszym wrogiem numer jeden. Dziś jestem przekonany o mojej ówczesnej naiwności...

Bynajmniej jednak nie zamierzam nikogo przekonywać, że gry są dla dzieci i wyrasta się z nich niczym ze zbierania kapsli (choć pewnie coś w tym jest), bo są to zwykłe stereotypy. Nie ma przecież niczego odbiegającego od normy w towarzyskim spotkaniu dorosłych facetów po pracy przy piwie i konsoli, na której załączona jest popularna gra. Gry mogą się podobać tak samo młodym jak i starszym, inną sprawą jest czas, który możemy poświęcić na gierkowe hobby.

Właśnie wspomniany czas będzie przedmiotem moich rozważań. Bo oczywistym faktem jest, iż dzieciak czy nastolatek ma tego wolnego czasu na grę znacznie więcej niż przeciętny 40-sto letni facet z dwójką dzieci i żoną. Skoro nie od razu Rzym zbudowano to i na stanie się porządnym graczem potrzeba wielu godzin treningu i pracy.

E-sport opiera się na rynku gier. Każdy e-sportowiec zanim podłączył się pod tryb multiplayer praktykował grę w tak zwanym „singlu” i pewnie gdyby nie znudzenie przechodzeniem dziesiąty raz tej samej kampanii i dużą ilością wolnego czasu, z którym nie wiadomo co zrobić nigdy nie dowiedziałby się czym jest scena e-sportowa i dlaczego wchodząc na dany serwer stał się jej częścią.

Osoby nie będące już na matczynym garnuszku i muszące same zatroszczyć się o swoje sprawy zapewne po pierwszym przejściu wspomnianej akapit wyżej kampanii zrezygnowałyby z kontynuowania tej zabawy. Nawet jeśli nie, to bycie członkiem klanu jest bardzo czasochłonne. Spotkania klanowe, treningi, oficjalne mecze i sparingi, omawianie taktyk i udzielanie się na licznych forach internetowych to zdecydowanie strata czasu!

No chyba, że ktoś nam zapłaci za te wszystkie czynności. Żaden gracz nie pogardziłby pensją od sponsora, która byłaby w stanie zagwarantować mu spokojne wykonywanie jego e-sportowej profesji. Tylko, że taki scenariusz spełnia się raz na tysiąc lub dziesiątki tysięcy graczy. Poza „złota piątką”, która (choć oficjalnie nie wiemy) dostaje za grę przyzwoite pieniądze i kilkoma graczami RTS nikt w Polsce nie dostaje godnej włożonego w trening nakładu pracy pensji.

Każdy więc po skończeniu szkoły przestanie zajmować się graniem, a rozejrzy się za bardziej dochodowym choć może mniej przyjemnym sposobem na spędzanie czasu. Na pewno wiele osób, które dziś określa się mianem „zawodowych graczy” odstawi grę w kąt lub sięgać będzie do niej sporadycznie aby zagrać z kumplami po pracy przy piwie. Na ich miejsce zaś przyjdą nowi, młodsi, beztroscy fani gierek, którzy z wiarą w e-sport postanowią zawojować świat.

 

sprawdź również:

Jeśli nie reklama to co?

Dziewczyny receptą na kryzys?

 

Źródło:
News by Wooden | 26.09.2009 | 17:50
news_bar
Jeżeli wyjdziemy z założenia, że e-sport to biznes (co patrząc na rozmach największych imprez lanowych na świecie nie wydaje się tak kontrowersyjnym twierdzeniem) nie może on funkcjonować bez dopływu gotówki, który każda branża generuje. Bez odpowiednich kwot gaming wraca do osiedlowych kafejek i o ile dla wielu powrót do korzeni nie byłby tak tragicznym scenariuszem to cofanie się zawsze jest swoistą porażką. E-sport opiera się na sponsorach, którzy by pozyskać ciekawą formę reklamy gotowi są wpompować weń pieniądze. Co jednak jeśli sponsorzy nagle znikną? Dowód tego na jak kruchym gruncie stoi sport elektroniczny mieliśmy w momencie kiedy kryzys ekonomiczny dał o sobie znać. 

Może już czas by poszukać innych rozwiązań finansowych niż żerowanie na firmach partnerskich, co jest bardzo ryzykowne z kilku powodów. Po pierwsze marka, która inwestuje w nas pewne środki ma prawo wpływać na nasze działania, co powoduje brak pełnej swobody ruchu. Taką sytuację zaprezentowało nam swojego czasu D-Link PGS, które po nawiązaniu współpracy z D-Link oświadczyło, iż ze względu na interesy sponsora, drużyna skupiać się będzie głównie na rynku Europy Wschodniej.

Poza tym, współpracując z jakąkolwiek firmą mamy świadomość, iż grając, organizując turnieje, pisząc artykuły reprezentujemy nie tylko siebie ale również markę sponsora, który może nie życzyć sobie niecenzuralnych słów podczas meczów (czego chyba nie da się uniknąć ;p ) lub recenzji konkurencyjnych dlań produktów. Taka postawa blokuje poniekąd nasze działania.

Jakby tego było mało sponsor dziś jest ale już może już zniknąć wraz z budżetem na działalność naszej organizacji. Wtedy niczym gwiazdy polskiej telewizji zostajemy na lodzie. Oczywiście funkcjonują umowy na określone terminy jednak niejednokrotnie widzieliśmy jak cięcia kosztów u firm sponsorujących działania rodzimych zespołów odbijały się na ich kondycji finansowej. Jesteśmy uzależnieni od sponsorów i tylko od nich zależy czy Polacy pojadą na dany turniej czy nie.

Jeśli więc nie sponsoring to co? Co innego e-sport może zaoferować odbiorcom jeśli nie reklamę w postaci bannerów na stronach internetowych, koszulkach klanowych czy nazwach zespołów? Znalazłoby się kilka rzeczy.

Internetowe sklepy dla graczy to sposób na zarabianie pieniędzy przez marki e-sportowe od dawna. I słusznie bo znaczącą większość miłośników gamingu stanowią właśnie gracze, którzy aby zapewnić sobie odpowiedni komfort gry potrzebują najlepszego sprzętu. Kto inny jak profesjonalni gracze potrafiłby lepiej doradzić początkującym graczom jaki produkt wybrać? Własne sklepy zakładane przez organizacje, które reklamowane byłyby przez własnych zawodników wydają się bardzo rozsądnym rozwiązaniem. Tym bardziej, że nie musimy zamykać się w kręgu internetowych zakupów. Jest przecież możliwość docierania bezpośrednio do klienta podczas lanowych imprez, gdzie grupa potencjalnych kupców jest często ogromna, a i gwiazdy e-sportu dostępne byłyby na żywo.

E-sport podobnie jak ten tradycyjny sport generuje dużą grupę fanów o czym mieliśmy się okazję przekonać chociażby podczas finałów EPS Polska, gdzie podczas meczu D-Link PGS vs UPC cała sala głośno dopingowała dziewczyny wykrzykując „PGS! PGS!”. Grzechem jest zaniedbywanie tak dużej grupy odbiorców! Nie jeden fan Neo, Paladyna czy Draco chętnie zakupiłby koszulkę z wizerunkiem swojego idola. Jak dużo zespołów w Polsce prowadzi sklepik fana? Jeśli się nie mylę to jedynie Frag-eXecutors i D-Link PGS i to w bardzo zminimalizowanej formie, bo na ofertę składają się jedynie koszulki drużynowe. Od dawna mówi się o zapotrzebowaniu na inne artykuły związane z organizacjami jak np. smyczki, czapki czy chociażby podkładki jednak nikt nic w tym kierunku nie robi. No cóż, wygodniej jest wziąć pieniądze od sponsora...

E-sport sam w sobie nie produkuje pieniędzy. Co nie znaczy, że nie da się na nim zarobić. Serwery gier, płatne wejściówki na turnieje, konta premium na stronach internetowych to kolejne warte uwagi pomysły. Co więcej nikt nie zabrania korzystania z wielu źródeł finansowych. Jeśli nastają trudne czasy i o pieniądze od sponsorów coraz trudniej to podreperujmy nasz budżet którymś z wymienionych wyżej rozwiązań. Dla chcącego nic trudnego.

Źródło:
News by Wooden | 25.09.2009 | 13:55
news_bar
Do tego, że początek roku nie był zbyt łaskawy dla sportu elektronicznego nie trzeba nikogo przekonywać. Po kilku latach intensywnego rozwoju, dziecko o imieniu Polski E-sport, które pierwsze kroki, a nawet pierwsze słowa miało już za sobą zostało odcięte od środków do życia. Mimo wszystko zgodnie z teorią Darwina rzeczą http://t0.gstatic.com/images?q=tbn:DgFcwKP_J8_X8M:http://redakcja.dlink-pgs.com/konopka/Flesze/tmladies.PNGnaturalną było, iż przystosuje się ono do nowych warunków.

Kryzys ekonomiczny, który w pierwszych miesiącach 2009 r. stał się tematem numer jeden na wszystkich portalach internetowych dotyczących gamingu dał nam nieźle popalić i ostudził nieco emocje wszystkich tych, którzy w „giercowaniu” widzieli szansę na wielką kasę. Problemy złotej piątki ze znalezieniem godnej ich doświadczenia i osiągnięć organizacji, splajtowanie ESWC, problemy finansowe D-Link PGS uznawanego dotąd za rodzimego giganta to tylko część spustoszeń jakie dokonał kryzys na naszym podwórku.

Stało się. E-sport przestał być opłacalny dla firm, które wcześniej widziały w nim potencjał reklamowy. Przestał być również ciekawym kąskiem dla mediów, które coraz mniej prezentowały go swoim odbiorcom. Fakt faktem, http://www.cdaction.pl/obrazki/universal-soldiers-cyberarena36i6_172v7.jpgnie za bardzo miały co przedstawiać bo nic ciekawego, ze względu na zastój w branży się nie działo. Błędne koło. Firmy ze względu na brak środków przestały inwestować w gaming, media przestały pisać oń co automatycznie zmniejszyło atrakcyjność sportu elektronicznego jako nowego rozwiązania reklamowego.

Wtedy pojawił się kobiecy e-sport, czyli platforma, która będąc niezwykle atrakcyjna dla publiki sprawiła, iż krąg MEDIA-ESPORT-SPONSORZY znów zaczął się toczyć. Nie trudno nie zauważyć, iż w ciągu ostatnich miesięcy jeśli dziennikarze nie związani z gamingiem w ogóle zajmowali się tą branżą to nie poruszali tematu złotej piątki, turniejów czy PGS (do czego przyzwyczajono nas w przeszłości), a pod lupę brali dziewczyny grające zawodowo w gry komputerowe.

http://t1.gstatic.com/images?q=tbn:_5kdhg4Z_70SuM:http://www.dlink-pgs.com/files/images/eswc-masters-2008-paryz-13.jpgWywiady z damskimi zespołami, artykuły, a nawet profesjonalne sesje zdjęciowe sprawiły, iż paradoksalnie jedna z najmniejszych scen, licząca zaledwie kilka aktywnych ekip wzbudziła ogromne zainteresowanie największych organizacji, bo jakby nie patrzeć dziś każda większa marka wspiera lub wspierała kobiecy gaming. Nic w tym dziwnego, żeby nie wypaść za burtę trzeba iść z duchem czasu, a to właśnie dziewczyny są dziś na czasie. Całe szczęście bo poniekąd uratowały tym polski e-sport, a przynajmniej bardzo przyczyniły się do poprawy słabej sytuacji.

Aż chce się rzec parafrazując pewne przysłowie: mężczyzna jest głową e-sportu jednak to kobieta jest szyją, która tę głowę podtrzymuje!

 

Źródło:
short_left
by IMEK | 20.02.2009 | 13:26
short_right
short_left
by Wooden | 25.07.2008 | 13:41
short_right
short_left
by Wooden | 26.06.2008 | 18:23
short_right
short_left
by Wooden | 17.06.2008 | 15:11
short_right
Strony: 1 2 3 z 3 »

Sklep ProGames.pl
lewa Osób online: 16 | Zarejestrowanych: 10148 prawa
Zaklady otwarte
Ostatnie wyniki
RSS
Zobacz wi?cej
Ostatnie filmy
Ostatnie galerie
RSS
tv
Dodał: IMEK - 01.12.2010 - 14:19
Liczba odsłon: 1512
tv
Dodał: IMEK - 04.11.2010 - 11:06
Liczba odsłon: 2850
tv
Dodał: IMEK - 24.10.2010 - 1:26
Liczba odsłon: 1534
Zobacz więcej
bar_top
Pozycja
Punkty
Login
1
1006
2
926
3
732
4
675
5
612
6
531
7
276
8
204
9
187
10
167
Nasze serwisy ET ForumET ForumQL
bar_bottom
Partnerzy
ProGames.pl - Counter Strike, Call of Duty, Esport
bar_bottom
FAQ | wnętrz | Polityka Prywatnosci | Reklama | RSS | Wspólpraca | Kontakt | Pozycjonowanie kraków
p_stopka
© 2006-2010 Wszelkie prawa zastrzeżone by Progames.pl
bottom_line
Strona domowa Dodaj do ulubionych Redakcja
Progames.pl on Facebook